- Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy
- Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty
- Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic
- Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ
- Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych
- Przyspieszymy budowę stadionów na Euro 2012
- Szybko wypełnimy naszą misję w Iraku
- Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce
- Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy Internet
- Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.
Po pierwsze. Wzrost gospodarczy uwarunkowany jest globalnie ogólną tendencją wzrostową oraz dobrą polityką Państwa. Wzrostu gospodarczego nie da się uzyskać bez wykonania pozostałych punktów. Czyli chociażby autostrad. Ale z pewnością i inne postulaty spowodują, iż w naszych portfelach będzie więcej pieniędzy.
Nie wiem dlaczego nasi politycy tak mocno boją się jeździć po dobrych drogach. Domyślam się, że w rządowych limuzynach mniej trzęsie, ale niestety większość z nas musi wykonywać różne dziwne manewry. Narazie "drogi" nam porządnieją, ale nie daj Boże zjechać z głównej trasy.
O ile uproszczenie podatków i wprowadzenie ulgi pro-rodzinnej jest słusznym posunięciem, to do podatku liniowego mam mieszane uczucia. Jednak w najbliższym czasie zmobilizuję się i przeprowadzę analiże "na sobie". Zauważmy (i tu ukłon w stronę panów z UPR) iż większość z naszych poborów stanowią wszelkiej maści podatki. Idealnym rozwiązaniem byłby jeden z nich - albo dochodowy, albo podatek VAT. Ale na to żadna partia nie pójdzie.
Budowa stadionów to nic innego jak zamówienia nowego czołgu przez wojsko w PRL'u. Wiadomo od lat iż to właśnie zamówienia rządowe są motorem działania przemysłu. Kiedyś były to wspomniane czołgi i przemysł zbrojeniowy, dziś jak widać są to stadiony (i szklane biorowce ZUS'u). Tak więc (w moim skromnym odczuciu) "wzrost gospodarczy" który zapowiada Plaftorma będzie de facto skutkiem pobocznym przygotowań do Euro 2012. Dlatego bardziej do mnie przemawiają dalsze punkty ich planu.
Likwidacja NFZ'u. Brawo. Po co nam Narodowy Fundusz Zdrowia który jest swoistym pomostem pomiędzy ZUS'em a obywatelem. Po co karmić koleją grupę darmozjadów, tfu, urzędników, utrzymywać budynki, infrastrukturę teleinformatyczną. Budynki sprzedać w ofercie publicznej lub zamienić na biblioteki (lub też inne obiekty użyteczności publicznej), a pieniądze uzyskane z (ewentualnej) sprzedaży budynków przeznaczyć na dofinansowanie szpitali.
Wciąż mam dziwne uczucia, jezeli mówi się o "podnoszeniu poziomu edukacji". Proszę odpowiedzieć mi, czym się różni pokolenie roku 80 od pokolenia roku 90? Innym krajem urodzenia? Więc dlaczego ja idąc na studia i będąc po klasie mat-inf musiałem sobie tylko przypomnieć całki, różniczki, pochodne i kombinatorykę, natomiast te rzeczy będą dostępne dopiero na studiach wyższych (i to kierunkowych)? Dlatego raczej należałoby powrócić do programów nauczania, które obowiązywały w Polsce przed 1990 rokiem. Oczywiście, oczyszczone z dzieł i przesłan Marxa.
Różnica między tymi pokoleniami jest następująca: my nie mieliśmy Internetu, większość informacji czerpaliśmy z encyklopedii, spędzając większość wolnego czasu w bibliotekach, jednocześnie mając jakiś szacunek do nauczycieli. Nauczyciel był autorytetem chociażby dlatego, że sam ten czas w bibliotece musiał spędzić i ... wyszło mu to na dobre. I to jest jedna z głównych różnic. Dziś młodzież ma swoich "guru" na wszelkiej maści forach internetowych, i może podważać wiadomości nauczyciela "zasłyszanymi w sieci" pół informacjami.
Może Minister Edukacji chciał w tym kraju wprowadzić powoli element posłuszeństwa w szkole, na wzór zaczerpnięty z renomowanych szkół zachodnich? Jednak on tego nie powiedział wprost - więc niech teraz żałuje. Bo z pewnością miałby większe popracie wśród społeczeństwa.
I na koniec najlepsze "smaczki". Walka z korupcją i podniesienie płac pracownikom budżetówki. Po pierwsze: podniesienie płac takim grupom zawodowym jak: policjanci, nauczyciele, służba zdrowia nie jest przedmiotem dyskusji. To po prostu trzeba zrobić. I tutaj PO ameryki nie odkryła. Wszyscy to zapowiadają, a może w końcu oni to zrobią. Natomiast zastanawiają mnie owe pierwsze dwie grupy.
Minister Ziobro jednak zrobił jedną rzecz bardzo dobrze, a wiele dobrze. Mianowicie: wprowadził "strach przed braniem". Co prawda nie wszyscy się boją. Ale, jak wiem z relacji kierowców, coraz ciężej "uniknąć mandatu". Policjanci coraz bardziej się boją o stratę pracy, więc coraz mniej chętnie wyciągają rękę po łapówkę.
Jednak lekarze "i tak biorą" (choć znam takiego który mnie po zabiegu chirurgicznym w dupę kopnał za próbę zostawienia bombonierki). Facet ma wiadomości, pewną rękę no i klasę. Lekarze powinni się jednak zdecydować, czy prowadzą praktykę prywatną, czy też poświęcają się pracy w szpitalach. Nie może być sytuacji, w której lekarz przyjmuje 100 osób dziennie w szpitalu/przychodni tylko po to, aby 50 odesłać do siebie do gabinetu prywatnego. Natomiast, jeżeli prowadzą praktykę tylko prywatną - pełna fiskalizacja usług.
Ewidentnie należy się podwyżka pracownikom oświaty. To od nich zależy stan wiedzy nowych pokoleń. Wkurzają mnie rozmowy na temat "ale oni mają 2 miesiące urlopu i pracują po 18 godzin na tydzien". Zwykle odsyłam zainteresowanych do zaznania tego luksusu.
Co do misji w Iraku - trzeba postawić Amerykanom ultimatum: albo bawimy się dalej w tę Waszą wojnę na trochę innych zasadach (czytaj zaczynamy rozmowę o wizach), albo chłopaki pakują manatki i wracają "pod gruszę". Chciałbym kiedyś znowu odwiedzić (i pokazać rodzinie) Stany, ale wkurza mnie sama myśl o tym, że mam pokazywać jakiemuś urzędnikowi w Ambasadzie USA swoją chęć powrotu i to, iż jadę z rodziną na 3 miesiące nie oznacza wcale, że tam chcę zostać. Chcę jak normalny człowiek pojechać do nich, zostawić swoje pieniądze i wrócić dalej "robić swoje".


